poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Opowiadanie I cz.3

Ja pierdziele, ale mnie łeb napieprza ! Boli mnie kark i nadgarstki. Chwila. Gdzie ja jestem!? Przywiązali mnie do krzesła, związali mi nogi i nadgarstki za plecami. Gdzie moja torba ?! A, no tak nie miałam przy sobie torby.
Nie mam pojęcia kto mnie ogłuszył, kto mnie tu zaniósł, ani nie wiem po co. Czy ja komuś coś zrobiłam? Przecież nikogo nie okradłam. Nawet nie mam wrogów, no chyba ze...
Nagle usłyszałam jak gdzieś w innym poniszczeniu trzaska ktoś drzwiami. Serce podeszło mi do gardła. Zaczęłam wiercić się na krześle i próbować bezskutecznie uwolnić swoje nadgarstki. Ani drgnęły. Ktoś związał je bardzo mocno. Ale kto?
  Zastanawiając się rozglądnęłam się po pomieszczeniu, w którym mnie przetrzymywano.
Po kątach leżały sterty części samochodowych. Pod ścianą przede mną stał stół, na którym też pełno było drobiazgów; śrubki, śruby, klucze, śrubokręty i takie tam. Za mną, po środku pomieszczenia stało pogniecione, odrapane i rozebrane auto. Zgaduje ze jest po wypadku i ktoś chciał z niego wycisnąć jak najwięcej mógł.  Wszystko było zakurzone, a w powietrzu unosił się zapach oleju silnikowego. Wszystko było ledwie widoczne. Jedynym źródłem światła była słaba  żarówka świecąca się na de mną.
Jak się domyślam, jest to garaż, z którego dawno ktoś nie korzystał. Aż do teraz.
  Odgłosy kroków i ludzi, a mianowicie jakiś mężczyzn robiły się coraz głośniejsze.
  Robiłam się co raz bardziej nie spokojna. Co oni mi zrobią? Jak długo będą mnie tu przetrzymywać?
  Zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle mnie stąd wypuszczą...
- No proszę, ocknęła się ! - zabrzmiał męski głos. Zabrzmiało to tak jakby się cieszył, ze możne otworzyć w końcu prezenty spod choinki. Niestety znikąd nie pamiętam tego głosu. Stal za mną i chyba na kogoś czekał. Byłam przywiązana do krzesła wiec nie mogłam się za bardzo wychylić do tylu by sprawdzić co to za osoba za mną stoi.
- Siedź spokojnie - rzucił ostro, nie znoszącym sprzeciwu tonem.
- Czego ode mnie chcesz?! - spytałam tym samym tonem co on.
- Bądź milsza, Victorio - zabrzmiał inny głos. Sad mnie znają ci ludzie? I czego ode mnie chcą?!
W dalszym ciągu nikogo nie widziałam, ale musiałam poczekać jeszcze chwile żeby przede mną stanął jeden z nich.
Kolo był .. duży. Ubrany cały na czarno i miał wytatuowane ręce. W tym półmroku zaważyłam że ma kolczyka w brwi. Czarne postawione włosy, muskularny i dobrze zarysowane kości policzkowe. Wyglądał mi na gdzieś około 25 lat, coś takiego.
  Patrzył na mnie, a na twarzy miał zawadiacki uśmieszek.
Chwile później dołączył do niego drugi kolo, który wyglądał podobnie tylko miał ciemniejszą karnacje i miał kolczyka w wardze.  Obaj wyglądali jak z jakiejś grupy terrorystycznej. Co w takim razie chcieli ode mnie?
  Zaczęłam się zastanawiać który odezwał się pierwszy, a który drugi.
Stali i mi się przyglądali, co jakiś czas wymieniając się znaczącymi spojrzeniami.
- Czego ode mnie chcecie? - powtużyłam rozdrażniona. Starałam się ukryć mój strach i panikę. Oddychałam spokojnie i nie przerywałam kontaktu wzrokowego, spoglądając raz na jednego raz na drugiego.
- Widzisz, Victorio, twój kolega ma kłopoty. Trochę naobiecywał za dużo i teraz się ukrywa. - odezwał się po dłuższej chwili ten z kolczykiem w brwi. O kim on mówi?! Który mój kolega?! Nie wierze że ktoś z Groty miałby takie problemy.
- O kim ty mówisz i co ja mam z tym wspólnego? - spytałam co raz bardziej rozdrażniona. Zaczął krążyć wokół mnie i zbliżył się niebezpiecznie blisko. Moja przestrzeń osobista ewidentnie została naruszona, ale nie wiele mogłam z tym zrobić bo w dalszym ciągu byłam związana.
- Otóż, twój kolega PJ jest winien pieniądze. Nie mamy z nim kontaktu od momentu, w którym ostatni raz  wpłacał cześć kwoty.
- Idioci ! PJ nigdy by się nie zadłużył ! To jest jakaś pomyłka, wypościcie mnie ! - nie wierze w żadne ich słowo. PJ nigdy nie wpadał w kłopoty. Powiedziałby mi o wszystkim. Zawsze pomagaliśmy sobie na wzajem.
Spojrzeli na siebie znacząco i wrócili do mnie wzrokom.
- Obserwowaliśmy was jakiś czas i zauważyliśmy że jesteście ze sobą bardzo blisko.- kontynuował. Ja i PJ? Chyba ich pogięło.
- Nic mnie z nim nie łączy.- zaprotestowałam.
- Tsaaa pewnie - rzucił ironicznie.
- Słuchaj, PJ to tyko kolega. Nie sądzę żeby pakował się w jakiekolwiek kłopoty. Nigdy ich nie miał. Wypościcie mnie, pogadam z nim, wszystko się wyjaśni.
- Victorio, ty naprawdę o niczym nie wiesz. - no odkrył ameryke.
- Może mnie oświecisz.- zaproponowałam ironicznie.
Nagle dźwięk odbezpieczanego pistoletu odbił się od ścian i wszyscy odwróciliśmy głowę w stronę drzwi.

2 komentarze:

  1. Końcówka jest... asdfghasdfghasdfgh! Jak mogłaś skończyć w takim momencie?! Co prawda myślałam, że to właśnie chłopak zza lady okaże się tym napastnikiem i akcja rozwinie się rodem z horroru, ale i tak świetnie to napisałaś! I jak już na początku napisałam końcówka po prostu sprawiła, że nie będę mogła dzisiaj zasnąć xD Yhymmm czyżby ktoś przyszedł na ratunek Victorii..? ^o^ Czy ja myślę o tym o kim myślę? Haha Kobieto dodawaj szybko kolejną część, bo umrę z ciekawości :D ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziewczyno!!! Ten rozdział jest boski! Też myślałam że ten chłopak z kafejki okaże się "porywaczem"...Twoje opowiadanie jest idealne <3 Czekam na kolejny rozdział <333

    OdpowiedzUsuń